Misja pisma

Pismo poświęcone jest duchowości ignacjańskiej. Jego misją jest rozpalanie miłości do Boga oraz wzbudzenie pragnienia lepszego Mu służenia.

MANREZA:

  • jest drogą, którą idący zbliża się do Boga
  • wspiera rozwój życia duchowego
  • rozpala pragnienie życia bardziej zgodnego z wolą Bożą
  • pomaga nawiązywać przyjacielską relację z Bogiem
  • pomaga w dostrzeganiu, jak Bóg jest obecny w życiu, oraz jakie są  zagrożenia i przeszkody duchowe.
 

Czasopismo pozwala czytelnikowi głębiej poznać duchowość ignacjańską:

  • przybliża czytelnikowi postać św. Ignacego Loyoli i jego duchowość
  • uczy, w jaki sposób żyć duchowością ignacjańską na co dzień
  • uczy rozeznawania duchowego
 
MANREZA to nazwa miejscowości w Hiszpanii, w której Ignacy Loyola zatrzymał się w drodze do Ziemi Świętej i pozostał przez prawie rok. Tam powstały Ćwiczenia duchowe, tam Ignacy otrzymał dzięki łasce Bożej wiele przeżyć mistycznych i wiele objawień, które ukształtowały jego duchowość. W Manrezie posługiwał ubogim i chorym i tam zrodziło się w nim pragnienie pomagania duszom. Pragnienie to stało się kamieniem węgielnym jego misji, a następnie misji całego Towarzystwa Jezusowego, które formalnie zostało zatwierdzone przez papieża Pawła III w 1540 r. 
 
Wydawcą MANREZY jest Wydawnictwo RHETOS, którego właścicielem jest prowincja Wielkopolsko-Mazowiecka Towarzystwa Jezusowego (Jezuici).

W numerze

MANREZA 1/2022 (9)
Spis treści:

 

PORZĄDKOWANIE GŁĘBI ŻYCIA / MAREK KRUSZYŃSKI SJ

 

GŁĘBIA, KTÓRA PRZYZYWA GŁĘBIĘ / JÓZEF AUGUSTYN SJ
„Myśli moje nie są myślami waszymi” (Iz 55,8). Paralelnie do tych słów prawdziwe w ustach Boga będą również słowa: „Moje pragnienia nie są waszymi pragnieniami. Bo jak niebiosa górują nad ziemią, tak moje pragnienia – nad waszymi”.

 

POTRZEBY, PRAGNIENIA I MĄDROŚĆ PUSTYNI / PRZEMYSŁAW GWADERA SJ
W codzienności bywamy targani sprzecznymi pragnieniami i potrzebami, i sami nie rozumiemy, o co tak naprawdę nam chodzi. Czasem chcielibyśmy po prostu rzucić to wszystko i uciec…

 

ROZEZNAWANIE PRAGNIEŃ / TOMASZ ORTMANN SJ
W duchowości ignacjańskiej bardzo ważną rolę odgrywają pragnienia. Nie oznacza to jednak ich absolutyzacji. Stanowią one punkt wyjścia dla rozeznania.

 

ROZEZNAWANIE PRAGNIEŃ I PODĄŻANIE ZA DUCHEM ŚWIĘTYM / MICHAEL IVENS SJ
Pragnienie samo w sobie należy do istoty duchowości chrześcijańskiej. Centralne znaczenie ma tu pragnienie samego Boga. Jest ono punktem odniesienia, względem którego inne pragnienia nabierają właściwego znaczenia.

 

TRZEBA PRAGNĄĆ I WYBIERAĆ / PAWEŁ SZPYRKA SJ
Duchowość ignacjańską można określić jako drogę „pragnień i decyzji” prowadzącą stworzenie do komunii ze Stwórcą.

 

„CHCĘ I PRAGNĘ” WEDŁUG ĆWICZEŃ DUCHOWYCH ŚW. IGNACEGO LOYOLI / WACŁAW KRÓLIKOWSKI SJ
Pragnienia duchowe są istotnym wymiarem w życiu chrześcijanina. Miały one szczególne znaczenie także dla św. Ignacego Loyoli. Na różnych etapach Ćwiczeń duchowych wychowuje rekolektanta do coraz większych pragnień oraz do hojnych i wielkodusznych decyzji podejmowanych z miłości do Jezusa Chrystusa.

 

DUSZA MOJA PRAGNIE BOGA… / ROBERT GRZYWACZ SJ
Ktoś, kto świadomie przeżywa swoje życie, dostrzega drzemiący w sobie konflikt pragnień. Napięcie między nimi odzwierciedla pęknięcie między stanem faktycznym, w jakim ktoś się znajduje, a przyświecającym mu ideałem. W tym zapętlonym doświadczeniu bierze początek pragnienie Boga…

 

CZEGO PRAGNIESZ? / MAREK KRUSZYŃSKI SJ
„Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść” (1 Kor 6,12). Parafrazując słowa św. Pawła, można powiedzieć, że człowiek odczuwa wiele pragnień, ale dążenie do zaspokojenia ich wszystkich nie zawsze przynosi mu korzyść.

 

O WZGLĘDNOŚCI SZCZĘŚCIA / MATEUSZ PAWŁOWSKI SJ
Czym właściwie jest szczęście? Dlaczego każdy z nas (lub prawie każdy) chciałby być szczęśliwy? Wreszcie, gdzie poszukiwać szczęścia i jakie strategie stosować, ażeby szczęścia we własnym życiu doświadczyć?

 

GŁODY WSPÓŁCZESNYCH NIESPOKOJNYCH SERC / GRZEGORZ LOJTEK SJ
Głód to uczucie, które towarzyszy nam każdego dnia. Żyjąc w krajach rozwiniętych, ten fizyczny łatwo jest zaspokoić, ale są jeszcze inne głody. Jak moja duchowość może pomóc sobie z nimi poradzić?

 

CZEGO PRAGNĄ KOBIETY? / ADELA LEMAŃSKA
Maria Magdalena była opętana przez siedem demonów. Samarytanka miała pięciu mężów i żyła w związku z kolejnym mężczyzną. Czego pragnęły owe kobiety, spotykając Jezusa?

 

WSPÓLNOTA W DRODZE OTWARTA NA DUCHA / PAWEŁ SZPYRKA SJ

Wspólnota w drodze

I co dalej po rekolekcjach ignacjańskich? W trosce o osobisty rozwój życia duchowego — VADEMECUM DUCHOWE.

Pobierz cały artykuł o. Pawła Szpyrki SJ (Manreza 1/2022)

Szukać i znajdować Boga

Duchowość ignacjańską można scharakteryzować w skrócie jako szukanie i odnajdywanie Boga we wszystkich rzeczach. Artykuł pokazuje, w jaki sposób rozumiał i praktykował tę rzeczywistość św. Ignacy Loyola.

 

Pobierz cały artykuł o. Stanisława Biela SJ z ćwiczeniem.

Czas uporządkować swoje serce

Święty Ignacy w „Ćwiczeniach duchowych” uczy nas szukania i pełnienia woli Bożej. Bez porządkowania naszych uczuć i przywiązań ciągle możemy szukać raczej siebie, nawet w pobożnych sprawach.


Pobierz cały artykuł o. Marcina Pietrasiny SJ z ćwiczeniem.

Podstępy anioła światłości

„Mieć ciastko i zjeść ciastko” jest stwierdzeniem paradoksalnym, bo nie można jednocześnie mieć ciastka i je zjeść. Stwierdzenie to jest paradoksem, ale może też oddawać rzeczywiste wewnętrzne napięcie osoby zmagającej się z pokusą, by coś uczynić i tego nie czynić. Ciastko może być dobre, smaczne, ale dla kogoś, kto ma zbyt wysoki poziom cukru, zjedzenie go będzie zachowaniem nieodpowiedzialnym. Pokusa w dużej mierze dotyczy takiego stanu: mam przed sobą ciastko, bardzo chcę je zjeść, jednocześnie wiem, że jest to niedozwolone i może mi zaszkodzić. Natychmiastowa nagroda próbuje przesłonić późniejsze konsekwencje, a oczekiwane doznania emocjonalne zaciemniają następstwo straty moralnej. Pokusa jest przede wszystkim kusa, krótka – oferuje piękne doznania, natomiast nierzadko pozostawia wielkie rozczarowania.

Wszystkie słowniki podają zwięzłą definicję „pokusy” jako pragnienia zrobienia lub posiadania czegoś, o czym wie się, że jest złe lub zakazane. Gdy mówi się o pokusie i kuszeniu, przeważnie używa się kategorii etycznych i moralnych – coś jest niewłaściwe, złe, zakazane, niegodne. Lecz nie powinniśmy dać się zwieść jedynie definicjom słownikowym znaczenia tego terminu, gdyż pokusa jest pojęciem o wiele szerszym i wykracza poza to, co zakazane i niemoralne. Kusiciel stawia innego rodzaju pokusy człowiekowi „przeciętnie” religijnemu, a inne – postępującemu w służbie Bogu i w gorliwości o królestwo Boże. Taka osoba będzie kuszona do podejmowania czynów heroicznych i z pozoru pobożnych, jej pragnienie większego dobra będzie podsycane do osiągnięcia stanu „świętego szaleństwa”, gdy już nie są brane pod uwagę różne okoliczności, a idea pomnażania dobra może zastąpić przykazanie miłości bliźniego.

Święty Ignacy na początku swojego nawrócenia sam ulegał pokusom pobożności i świętości. Dzięki łasce Bożej nauczył się rozpoznawać działanie złego ducha pod płaszczykiem dobra, a swoje doświadczenie zawarł w Regułach rozeznawania duchowego. W jednej z reguł przestrzega: „Anioł zły ma tę właściwość, że się przemienia w anioła światłości [por. 2Kor 11,14] i że idzie najpierw zgodnie z duszą wierną, a potem stawia na swoim; a mianowicie podsuwa jej myśli pobożne i święte, dostrojone do takiej duszy sprawiedliwej, a potem powoli stara się ją doprowadzić do swoich celów, wciągając duszę w ukryte swe podstępy i przewrotne zamiary” (Ćwiczenia duchowe, 332).

Jak to możliwe, że osoba wierząca i sprawiedliwa, mająca na względzie tylko dobro Kościoła, może być pod wpływem złego ducha? W słowie „pokusa” i „kusić”, jak podaje Słownik etymologiczny języka polskiego z roku 1927, pobrzmiewają staropolskie źródła tych terminów: „kąsać”, „kosztować”, „próbować”; można usłyszeć też rosyjskie „kuszać”, czyli „jeść”. Źródłem pokusy mającej pozór pobożności jest własnego ego. Człowiek z pozoru spełniający dobre uczynki i dążący do uświęcenia świata w zasadzie może karmić swoje ukryte głody, kompleksy, a przede wszystkim miłość własną. Można na siłę spełniać uczynki miłosierdzia i przymuszać do nich inne osoby, nie uwzględniając szerszego kontekstu, jakim jest wola Boża – chociaż ktoś możne tłumaczyć swoje czyny właśnie tym, że spełnia wolę Bożą.

W bieżącym numerze Manrezy w dużej mierze rozważania dotyczą pobożnych, dobrych i świętych poruszeń serca oraz rozeznawania, czy są to poruszenia-pokusy, czy poruszenia-natchnienia. Dlatego stawiamy pytanie: czy to pokusa, czy natchnienie?

Marek Kruszyński SJ

(Manreza 4/2021)

Kurs na Boga

„Drobne odstępstwa od normy na dłuższą metę okazują się katastrofalne w skutkach”. To przekonanie łatwo mi zobrazować dzięki wyobraźni. Mam przed oczami obraz samolotu lecącego z Warszawy do Chicago, który ląduje w Atlancie – ok. 1200 km na południowy wschód od miasta docelowego. W ten sposób wyobrażam sobie wielkie chybienie celu spowodowane małą odchyłką urządzenia nawigującego w samolocie. Pewnie dzisiejsza technologia wyklucza takie niebezpieczeństwo pomyłki, ale jest to tylko obraz ilustrujący przekonanie, że stałe przyzwolenie na „niewinne” grzeszki w dłuższej perspektywie czasowej może spowodować niebagatelne rozterki. Nie raz tego doświadczyłem. Niestety, pomimo właściwego przekonania i kiepskich doświadczeń (potwierdzających to przekonanie) nadal mam problem, by dostrzec w porę, że nieco zbaczam z  wcześniej obranego kursu.

Wyobraźmy sobie inną sytuację. Ten sam samolot odbywa krótszy rejs np. z Warszawy do Poznania. W takiej sytuacji problem z nawigacją byłby znacznie mniej poważny, gdyż mimo jej złego wskazania pilot mógłby w świetle dnia dostrzec docelowe lotnisko. W tym przypadku, nawet gdy urządzenie nie jest sprawne w stu procentach, nie dojdzie do tragedii. Z tego można wnioskować, że im częściej ten samolot ma śródlądowanie, tym łatwiej jest utrzymać pilotowi właściwy kurs i w końcu dolecieć do określonego celu, który mógłby być jeszcze bardziej odległy niż Chicago.

Powyższy obraz podróży lotniczej można zestawić z obrazem pielgrzyma, jakim sam jestem w Kościele zdążającym do królestwa niebieskiego, oraz ze słowami Chrystusa:

„Ja jestem dobrym pasterzem” (J 10,11).

„Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie” (J 14,6).

„Ja jestem światłością świata. Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia” (J 8,12).

„A Pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem” (J 14,26-27a).

Obraz podróży również można osadzić w kontekście Roku Ignacjańskiego i doświadczenia nawrócenia św. Ignacego. Ignacy często egzaminował swoje serce i myśli, by nie zboczyć z  właściwego kursu. Jedna z reguł, jakie stosował, była następująca: „Powinniśmy bardzo zwracać uwagę na przebieg myśli. Jeżeli ich początek, środek i koniec jest całkowicie dobry, zmierzający do tego, co jest w pełni dobre, jest to znak dobrego anioła. Ale jeśli przebieg myśli, które nam poddaje, prowadzi ostatecznie do jakiejś rzeczy złej, (…) [myśl taka] pochodzi od złego ducha (…)” (Ćwiczenia duchowe, 333).

Zły duch nie tyle prowadzi nas do grzechu, ile nie chce, byśmy osiągnęli cel, którym jest życie zgodnie z wolą Bożą. Stawia przeszkody, byśmy zboczyli z kursu, czyli zeszli z właściwej drogi, odeszli od prawdy i tym samym utracili źródło życia. W gruncie rzeczy, tak jak nieprzyjacielowi chodzi o to, abyśmy „nie osiągnęli celu”, tak my tym bardziej winniśmy wytężać wzrok, by zobaczyć cel i swój kurs nieustannie poddawać korekcie. Często za bardzo skupiamy się na grzechu, a za mało na głosie sumienia, który pozwala nam znajdować wolę Bożą; bo nie jest celem człowieka niepopełnianie grzechu, lecz trwanie we wspólnocie z Bogiem oraz miłowanie Go i bliźniego.

Marek Kruszyński SJ

(Manreza 3/2021)

Walka duchowa

Myli się ten, kto uważa, że ostateczna walka duchów o świat i człowieka rozegra się na niebie. Wszyscy zaś, zadzierając głowy do góry z ciekawości, będą mogli być postronnymi obserwatorami ścierających się dwóch obozów mocy. Przegapiliśmy tę walkę. Św. Jan wspomina o niej w Apokalipsie: „I nastąpiła walka na niebie: Michał i jego aniołowie mieli walczyć ze Smokiem. I wystąpił do walki Smok i jego aniołowie, ale nie przemógł, i już się miejsce dla nich w niebie nie znalazło. I został strącony wielki Smok, Wąż starodawny, który się zwie diabeł i szatan, zwodzący całą zamieszkałą ziemię, został strącony na ziemię, a z nim strąceni zostali jego aniołowie” (Ap 12,7-9). Walki nie widzieliśmy, ale znamy jej wynik. Archanioł Michał wraz z aniołami wiernymi Bogu zwyciężyli Smoka i jego zastępy zbuntowanych aniołów. Niestety, nie jest to koniec historii o walce dwóch obozów istot duchowych. Wąż starodawny i jego aniołowie zostali strąceni na ziemię, gdzie kontynuują swoje zadanie: zwodzą człowieka.

Jeżeli chcesz być świadkiem walki istot duchowych, nie zadzieraj głowy w górę. Walka duchów nie toczy się na niebie. Zajrzyj do swego serca – tam jest ich pole walki. To w twoim sercu i w myślach toczy się spór dobra ze złem. Nikt nie może być jedynie postronnym świadkiem tej walki, ale sam w niej bierze udział. Nikt nie jest tylko pionkiem na szachownicy, którego bezwiednie przestawiają gracze. W walce tej istotną rolę odgrywa twoja wolność, która przynależy godności osoby ludzkiej. Człowiek w każdej sytuacji posiada wewnętrzną wolność, która uzdalnia go do swobody myślenia, do podejmowania wyborów i decydowania o własnym postępowaniu – jak zauważa Viktor Frankl, psychoanalityk i więzień obozów koncentracyjnych – gdyż nie jest jedynie produktem uwarunkowań biologicznych, psychicznych czy społecznych. Człowiek nie jest też skazany na bezwzględność jakiegoś fatum, któremu odpowiada myślenie mitologiczne, niereligijne, a na które to powołują się ci, którzy uciekają od osobistej odpowiedzialności za to, co wydarza się w ich życiu.

Wreszcie okazuje się, że człowiek nie jest bezradny nawet względem działalności duchów – choć przewyższają go pod każdym względem, to mimo wszystko nie mogą za niego wybierać. Ktoś może przywołać przypadki opętań, które wskazują na totalną bezsilność opętanego. No tak, ale na początku każdego opętania jest człowiek, który wybiera w wolności to, co nie pochodzi od Boga, ktoś, kto dobrowolnie otwiera się na moce duchowe, które nie mają swojego źródła w Zmartwychwstałym. I znów wracamy do tematu dwóch światów duchowych, które są w całkowitej sprzeczności, ale też spotykają się w sercach i umysłach wszystkich ludzi. Nikt nie jest pozbawiony wpływu ducha dobrego i ducha złego, a zarazem nikt nie traci własnej autonomii na rzecz jednej ze stron (jednocześnie nie istnieje też taka autonomia, by nie podlegała wpływom z zewnątrz).

W bieżącym numerze Manrezy przyjrzymy się wczesnemu duchowemu doświadczeniu Ignacego Loyoli – doświadczeniu odczuwania działań różnych duchów na jego myśli i pragnienia. Tym numerem rozpoczynamy Rok Ignacjański z okazji 500-lecia nawrócenia św. Ignacego. Od bieżącego numeru pisma w pewien sposób będziemy towarzyszyć mu na drodze nawrócenia, partycypując w tym doświadczeniu przez coraz głębsze wchodzenie w doświadczenie rozeznawania duchowego. Proponowane ćwiczenia duchowe zamieszczone po artykułach mają na celu pomóc w lepszym odczuciu, poznaniu i wreszcie rozróżnieniu duchów, które działają w nas samych.

 

Marek Kruszyński SJ

(Manreza 2/2021)

Cel kształtuje postępowanie

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Życie człowieka można porównać do wspinaczki po drabinie. Wspinamy się z mozołem po kolejnych szczeblach rozwoju osobistego, zawodowego, społecznego i duchowego. Jedni starają się zdobyć wykształcenie, podejmują trud podnoszenia swoich kwalifikacji zawodowych, z czym związana jest nadzieja na wyższą pensję, a to z kolei prowadzi do podniesienia komfortu życia. Inni angażują się w życie społeczne, którego szczytem są organizacje polityczne lub pozarządowe. Polityka jest chyba najlepszym przykładem wspinaczki po drabinie; w telewizji często widzi się ludzi najbardziej zdeterminowanych w dochodzeniu do celu, jakim jest władza – szczyt drabiny. Również w grupach religijnych nie brak osób szukających szczególnego uznania dla siebie. Będą mnożyć opowieści o cudownych rzeczach, jakie uczynił im Bóg, by w oczach innych stanąć jeszcze wyżej na szczeblach ku świętości. Wśród księży są i tacy, którym w sposobie postępowania nie jest daleko do polityków – są przecież „lepsze” i „gorsze” parafie i jakoś trzeba się wykazać, by trafić na tę lepszą. Cel, jaki człowiek uznał za najważniejszy, kształtuje jego postępowanie.

Każdy wspina się po własnej drabinie życia. Jeśli ktoś stoi już na jednym szczeblu, to opiera nogę na następnym, tym wyższym. Ale może stać się też i tak, że kiedy już wejdzie na szczyt drabiny, to okaże się, że oparł ją o niewłaściwą ścianę. Tak jest, gdy na przykład przedłoży się karierę zawodową, jakiś urząd, pasje, nad rodzinę. Pracując w szkole jako katecheta, widziałem młodych ludzi pochodzących z zamożnych rodzin, których rodzice poświęcali się karierze zawodowej, by zapewnić im wszystko, a oni z kolei oddaliby to wszystko, by rodzice poświęcili im trochę swojej uwagi. Każdy ma jakiś cel, do którego dąży, ale nie każdy zadaje sobie pytanie, czy jest to cel właściwy.

Ludzie, którzy wspięli się bardzo wysoko, ale drabinę oparli o niewłaściwą ścianę, to ci, którzy idą przed siebie z klapkami na oczach, zamknięci w sobie, zasłuchani w głos własnego rozsądku, którzy są sami sobie sterem, żeglarzem, okrętem w bezkresie ambicji, aspiracji, z coraz większym głodem wiedzy, władzy, wrażeń i doznań. Nazywają siebie realistami, czasami ludźmi praktycznymi a jeszcze rzadziej materialistami. Ich cele są namacalne, mierzalne, osiągalne… i przemijalne – człowiek uduchowiony nazwałby je ziemskimi lub przyziemnymi.

Ludzie żyjący prawdą objawioną również wspinają się po drabinie – można ją nazwać drabiną Jakubową. Drabina ta oparta jest o ziemię, a wierzchołkiem sięga nieba: „We śnie [Jakub] ujrzał drabinę opartą na ziemi, sięgającą swym wierzchołkiem nieba, oraz aniołów Bożych, którzy wchodzili w górę i schodzili na dół. (Rdz 28, 12–13). Ksiądz Krzysztof Grzywocz, odnosząc się do tych słów z Księgi Rodzaju, wskazuje na dwa porządki, które obecne są w życiu ludzkim, a które przedstawia ten sen: „Jego przestrzeń rozciąga się pomiędzy tym, co Boskie, a tym, co ziemskie i do głębi ludzkie. Drabina łączy te dwa wymiary”. Dlatego nie można oglądać oczami wiary tylko celu niebieskiego i zaniedbywać środki ludzkie, ani skupiać się na środkach ludzkich, nadając im rangę celu ostatecznego.

Pytanie o cel życia, to pytanie: Po co w ogóle człowiek żyje? Czy istnieje taki cel, który skrywa się przed naszymi oczami, którego nie można sobie wymyślić lub ustalić arbitralnie czy też gremialnie? Może należy zapytać o to aniołów Bożych, którzy schodzą i wchodzą po drabinie Jakubowej, a którymi są, w pewnym sensie, święci. Drugi numer MANREZY porusza temat celu ostatecznego i środków prowadzących do niego. Przemówi nie tylko św. Ignacy, ale też św. Augustyn i św. Tomasz z Akwinu.

Marek Kruszyński SJ

(Manreza 2/2020)

Człowiek istotą poszukującą

oko_Jezus2

Nieustanie czegoś szukamy. W tym poszukiwaniu wcale nie chodzi o jakąś zgubę, ale o to, co moglibyśmy osiągnąć lub zyskać. Przede wszystkim szukamy tego, co ma poprawić jakość naszego życia. W Internecie godzinami przeszukujemy strony, by znaleźć lepszą cenę, lepszy produkt, lepszą ofertę. Można zaryzykować stwierdzenie, że poszukiwanie leży w naturze człowieka. Już niemowlę poszukuje piersi matki, małe dziecko szuka sposobu, by uniknąć kary za przewinienie,  uczeń szuka metody, jak uczyć się lepiej… Na każdym etapie życia czegoś szukamy. Szukamy rozwiązania jakiegoś problemu, świętego spokoju, porozumienia, akceptacji, sensu życia, miłości… Boga też szukamy.

 

Gdzie można znaleźć Boga? Jedni znajdują Go w kościele, w miejscu oznaczonym czerwoną lampką, inni w ciszy podczas rekolekcji, dlatego co jakiś czas biorą urlop, by pojechać na kolejne rekolekcyjne spotkanie. Jeszcze inni znajdują Boga w ludziach, którzy tworzą wspólnotę modlitewną lub apostolską. Lecz kościół trzeba opuścić, gdyż kościelny już nerwowo dzwoni kluczami. Rekolekcje kończą się i trzeba wrócić do domu, tak samo każde spotkanie wspólnoty dobiega końca i wszyscy się rozchodzą. Ale czy Bóg obecny jest tylko w kościele, na rekolekcjach czy we wspólnocie?

 

Święty Ignacy Loyola z dużą łatwością potrafił znaleźć Boga we wszystkich rzeczach; pewnie dlatego, że był mistykiem. Ja, mimo że jestem księdzem i jezuitą, nie mam takiej łatwości, jaką miał św. Ignacy, bo mistykiem nie jestem, ale kiedy świadomie podejmuję pewien wysiłek (raz mniejszy, raz większy), to z odrobiną uporu udaje mi się znaleźć Boga obecnego we wszystkich rzeczach. Bóg jest obecny nie tylko podczas mszy św. czy podczas spotkania wspólnoty, która modli się, ale obecny jest również w stworzeniu – oczywiście w różnym stopniu i w różny sposób. „Sposoby obecności Boga są różne”jak pisze Dariusz Kowalczyk SJ w artykule Szukanie Boga w Kościele. – „Inaczej są obecne osoby Boskie nawzajem dla siebie, a inaczej Bóg jest obecny w stworzeniu. Można potem rozróżnić między obecnością Stwórcy przez moc stwarzania i utrzymywania w istnieniu, a obecnością Zbawiciela przez łaskę uświęcającą, w tym obecnością w słowie Bożym i w sprawowanych przez Kościół sakramentach”. Dlatego,  jeżeli Stwórca jest obecny w całym stworzeniu, to trzeba nam eksplorować nowe „miejsca” w poszukiwaniu i znajdowaniu Tego, który Jest. Dobrze byłoby nauczyć się znajdowania Boga w całym stworzeniu – w przyrodzie, w sobie, w doświadczaniu życia, w drugim człowieku, zarówno w kościele, jak i w Kościele, bo wówczas w każdym miejscu i czasie moglibyśmy odkrywać Jego obecność.

 

Drogi Czytelniku, oddajemy Ci pierwszy numer kwartalnika MANREZA. Pismo jest dedykowane duchowości ignacjańskiej. Jego misją jest rozpalanie miłości do Boga, wzbudzenie pragnienia lepszego Mu służenia, wsparcie rozwoju życia duchowego oraz  dostarczenie praktycznych wskazówek, jak żyć duchowością ignacjańską na co dzień. Tytuł pisma to nazwa miejscowości w Hiszpanii, w której Ignacy Loyola zatrzymał się w drodze do Ziemi Świętej i pozostał przez prawie rok. Tam powstały Ćwiczenia duchowe, tam Ignacy otrzymał dzięki łasce Bożej wiele przeżyć mistycznych i wiele objawień, które ukształtowały jego duchowość. W Manrezie posługiwał ubogim i chorym i tam zrodziło się w nim pragnienie pomagania duszom. Pragnienie to stało się kamieniem węgielnym jego misji, a następnie misji całego Towarzystwa Jezusowego, które formalnie zostało zatwierdzone przez papieża Pawła III w 1540 r.

 

Mamy nadzieję, że MANREZA pomoże Ci w poszukiwaniu i znajdowaniu Boga.

 

Marek Kruszyński SJ